( Notka pisana przy piosence "monster" zespołu Skillet. )
Siedziała pod drzewem, wpatrując się w leniwie posuwające się obłoczki na niebie. Czuła świeżość powietrza, które ją otaczało i ciepły wiaterek, który co jakiś czas przebiegał obok niej, omiatając jej ciało przyjemnym powiewem.
Otworzyła usta i wzięła głęboki oddech, rozkoszując się pięknem natury. Poczuła jakiś niepokojący zapach, bo szybko otworzyła oczy i rozejrzała się zdezorientowana.
Zobaczyła dym, czarno-szary, który unosił się nad tą częścią lasu, w której znajdował się jej dom. Panikując, poderwała się na równe nogi i zaczęła biec w jego stronę. Słyszała trzaskanie gałęzi i desek, skwierczenie i głośny lament swojej matki. Biegła kilka minut, rozkojarzona i wystraszona. Odgłosy buchającego ognia słyszała coraz wyraźniej. Dobiegła i... stanęła jak wryta.
Z początku myślała, że wszystko się spłonie, wraz z jej rodziną. Pomyliła się.
Dom stał w ogniu, skwiercząc i wydając przerażające odgłosy. Podleciała do swej zapłakanej matki ( nie w sensie dosłownym ) i klęknęła przy niej, gładząc ją po plecach.
- Co się stało? - Zapytała spokojnie, choć w głębi serca obawiała się najgorszego. Kobieta załkała, kładąc fioletowy zeszyt A4 na ziemi.
- Wszystko... cały dom... - Wybuchnęła głośnym płaczem i wtuliła się w ciało swojej córki. Dziewczyna pogłaskała ją po włosach.
- Dzwoniłaś po straż? - Zapytała cicho, przytulając ją.
- O...oczywiście... - Wydukała kobieta. A potem przypomniała sobie coś, co ją zmroziło. - Lu..cy... - Szepnęła, a czarnowłosa otworzyła szeroko oczy w przerażeniu. Natychmiast puściła matkę i wbiegła do płonącego domu. Kobieta pisnęła, próbując ją zatrzymać, ta jednak biegła dalej, rozglądając się. Duszący dym utrudniał jej widoczność, choć i to ją nie obchodziło. Teraz liczyła się tylko Lucy...
Zerwała się przerażona, z szeroko otwartymi oczyma. Przez ten sen cała zalała się potem. Rozejrzała się wystraszona. Bała się tego, co ją czeka. Zauważyła pościągane prześcieradło pod nią, poduszkę na podłodze i prawie zrzucony koc. Musiała się nieźle rzucać.
Do pokoju wtargnęła pokojówka, ubrana w biały fartuszek. Pod spodem miała zaledwie ciemnofioletową sukienkę. Jej włosy były ciemne, prawie tak ciemne, jak jej samej. Oczy miała czekoladowe, a drobną twarzyczkę rozjaśniał szeroki uśmiech.
- Witaj, panienko. - Powiedziała wysokim głosem, który pasował do niej jak ulał. Zdezorientowana czarnowłosa skinęła jej powoli, obawiając się, że ten obraz zaraz ustąpi jakiemuś koszmarowi.
- Zaraz przyniosę suknię. - Dodała ciemnowłosa przymilnie, wpatrując się bystrymi oczkami w młodą „panienkę”. Błękitnooką zatkało. Nie wiedziała do końca jak ma zareagować, ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pokojówka zniknęła za drzwiami.
Chwila... Suknię?!
Powoli zeszła z łóżka, rozglądając się po pokoju. Był w kolorze bladego błękitu, barwie nieba rankiem. W pomieszczeniu były dwa okna, gdyż ono samo było dość wielkie. Ramy okienne były stare, ale zadbane. Miały barwę mleczną, tak samo jak drzwi.
W pokoju panowała harmonia, kolory, jak i ustawienie niewielu mebli, były idealne.
Wracając do mebli; stała tam szafa, widocznie jeszcze pusta, bo pokojówka poszła po suknię. Szafka nocna, na której leżał jakiś duży zeszyt, który dziewczyna od razu rozpoznała i wściekła się o to, ze ktoś szperał w jej rzeczach. Miała tylko nadzieję, że nikt go nie czytał. Na samą myśl o tym, zarumieniła się mocno. Zaklęła cicho.
Wróciła do zapoznawania się z pokojem. Na wieszaku przy drzwiach wisiała jej torba, gdzieś w koncie pokoju stał kosz, a obok niego biurko.
Westchnęła cicho. Nadal nie wiedziała, co tak właściwie robi w tym pomieszczeniu, dlaczego siedzi na pomemłanej pościeli i dlaczego dziewczyna ubrana w fartuch miała przynieść jej suknię?! O wilku mowa... - Pomyślała, gdy usłyszała pukanie.
- Proszę! - Zawołała, czując się nieswojo. Nikt nigdy wcześniej nie pukał do jej drzwi, nie zwracał się do niej tak grzecznie.
Czekoladowooka wkroczyła do pokoju, niosąc suknię zabarwioną seledynem.
- Ta ci odpowiada, panienko? - Zapytała grzecznie, rozkładając materiał i pokazując przód sukni. Dziewczyna już chciała zdjąć koszulę skupionej panience, gdy ta odsunęła się od niej. - Coś się st... - Nie dane było jej skończyć.
- Powiedz mi, co ja tu robię?! - Krzyknęła czarnowłosa, stając. Nie mogła już dłużej zwlekać, te pytania zbytnio ją podpuszczały. Pokojówka zamrugała zaskoczona, po czym zaśmiała się serdecznie.
- Zaprowadzę zaraz panienkę do Pana, On panience wszystko wyjaśni. - Odpowiedziała rozbawiona brązowowłosa. - A teraz niech panie..
- Mów mi Elizabeth. - Wtrąciła czarnowłosa, powstrzymując pokojówkę od ponownego nazwania ją „panienką”. Brązowooka pokiwała przecząco głową.
- Nie mogę, Pan by mnie srogo ukarał. - Odrzekła poważnie, po czym znów się szeroko uśmiechnęła.
- Wiec powiedz, że to na moje własne życzenie. - Oznajmiła ze spokojem Lizzy.
- Ale...! - Zaprzeczyła pokojówka.
- Żadne ale! A ty jak masz na imię? - Zapytała, wyciągając rękę w jej stronę. Kobietka zarumieniła się delikatnie i skłoniła nisko.
- Mariko Kyuo. - Wyszeptała, po czym się wyprostowała i zerknęła na twarz swojej rozmówczyni. O dziwo była uśmiechnięta, szeroko. Aż miło się patrzyło.
- Miło mi Cię poznać, Mariko! - Odpowiedziała. Czekoladowooka znów zaczęła dobierać się do jej ubrania, ale Elizabeth odsunęła się ponownie.
- Sama to zrobię. - Powiedziała pospiesznie, wypychając nową znajomą za drzwi.
Ubrała seledynową sukienkę, ale co chwila musiała poprawiać sobie ramiączko, które uporczywie próbowało złączyć się z drugą, ozdobną częścią siebie.
Poirytowana wyszła z pokoju, gdzie czekała na nią Mariko. Przerażona faktem, że jej „panienka” jest bosa, czego ona sama nie zauważyła, prawie pisnęła.
- Zaraz przyniosę buty! - Krzyknęła, po czym dostojnym, acz szybkim krokiem zeszła na dół. Błękitnooka westchnęła. Zapowiadało się jeszcze gorzej, miała spotkać się z panem domu...
Wiem, masakrycznie nudna, ale obiecuję w następnej notce więcej akcji! Bądźcie więc cierpliwi.
A, i tak, wiem, że długość tej notki jest karygodna... xDDD
Dedyk for: Samuś. <3
Nightmare Girl.
Nastrój:
tagi: